Miałam wstawić następny rozdział jutro, ale nie będę Was trzymać więcej w napięciu. Dodam więc jeszcze dzisiaj.
Życzę miłego czytania. Mam nadzieję, że ten również się spodoba. :)
ROZDZIAŁ 2.
Wszystko
skończyło się tak jak się zaczęło – szybko. Przeszywający ból znikną, krzyki
ucichły, a ciemność zastąpiło białe, miękkie świtał. Było mi tak dobrze, czułam
się bezpiecznie. Po tej myśli sceneria się zmieniła. Teraz byłam w pokoju
babci. Wszystko było tak jak dawniej: koło drzwi stały dwa fotele, a obok
łóżko, pod oknem znajdował się stół. Na prawo stał telewizor na małym,
drewnianym stoliku.
Obróciłam
się w stronę drzwi i zobaczyłam stojącą na progu babcię. Rozłożyła ramiona, a
ja się w nie wtuliłam. Było mi tak dobrze.
**Michał**
Zaraz po
telefonie mężczyzny, który powiedział, że Basia miała wypadek od razu
pojechałem do szpitala. Siedziałem pod blokiem operacyjnym i czekałem.
Operacja
trwała trzy godziny. Przewieźli ją na Oddział Intensywnej Terapii. Była cała
zabandażowana, musieli podłączyć ją do respiratora, ponieważ jest bardzo słaba.
Wyglądała strasznie.
Lekarz
powiedział, że ma połamane cztery żebra, lekki obrzęk mózgu i dość głębokie
zadrapania, które trzeba było zszywać. Po wybudzeniu ze śpiączki może nie
pamiętać kilku, a nawet kilkunastu ostatnich miesięcy.
Jeszcze
kilkanaście dni temu chodziła uśmiechnięta, cieszyła się, że już skończyła
gimnazjum i idzie do nowej szkoły, gdzie pozna nowych ludzi i będzie się
rozwijała w swojej ulubionej dziedzinie, czyli fotografii. Zawsze to lubiła, ma
do tego talent. Robiła piękne zdjęcia, potrafiła ze zwykłej leśnej drogi zrobić
coś pięknego. Jej fotografię mają duszę.
Strasznie
się o nią martwię, jest dla mnie jak siostra, sama myśl, że coś mogłoby się jej
stać była dla mnie straszna.
Minęło już
kilka dni od operacji, Basia ciągle była w śpiączce. Na szczęście jej stan
powoli się poprawiał. Po wyjściu ze szpitala poszedłem do parku pospacerować i
pomyśleć jak to będzie później. Chodząc tak i rozmyślając zauważyłem Kacpra siedzącego na ławce z jakąś
dziewczyną. Wyglądało na to jakby się kłócili. I chyba rzeczywiście tak było,
bo dziewczyna zaraz wstała i odeszła energicznym krokiem. Korzystając z okazji podszedłem do niego i się przywitałem.
- Siema
Kacper
- Cześć –
wydawał się trochę zmieszany.
- Ładna
dziewczyna – powiedziałem – twoja? – zapytałem żartobliwie, ale tak naprawdę
chciałem wiedzieć. To była ta sama
dziewczyna którą widziałem przed tygodniem na tej samej ławce z Kacprem.
To był dzień wypadku, tak na pewno, to był ten dzień. Basia musiała ich
zauważyć. Miała się spotkać z nim po spotkaniu w sprawie pracy. To wszystko, ta
cała sytuacja, to przez niego. Jak on mógł zranić moją małą siostrzyczkę.
- Już nie.
Waśnie… - urwał w połowie, chyba sobie uświadomił, że jestem najlepszym
przyjacielem Basi i właśnie się wygadał, że ją zdradzał.
- Proszę nie
mów Basi.
- Nie muszę
– powiedziałem, a Kacper spojrzał na mnie pytająco – ona już wie.
- Ale jak
to?
- Nie
pamiętasz miałeś się z nią spotkać kilka
dni temu.
- No tak,
ale nie spotkałem, bo musiała wyjechać w sprawach rodzinnych.
- A nie
pomyślałeś, że mogła was zobaczyć? Ten park wcale nie jest taki duży.
- O f**k.
Nie pomyślałem. To dlatego odwołała spotkanie i nie dzwoni. Jak ona…Co u niej?
- A jak
myślisz idioto. Basia poza tobą świata nie widziała, a ty ją zdradzałeś.
- Myślisz,
że mógłbym się z nią spotkać?
- Nie, bo i
tak się nie zgodzi. Nawet do niej nie
dzwoń, nie odbierze. Najlepiej by było jakbyś o niej zapomniał – powiedziałem i
odszedłem. Mam nadzieje, że się mnie posłucha, nie chcę żeby przez niego
pogorszył się stan Basi.
Wróciłem do
domu, odświeżyłem się o poszedłem spać. Teraz mało czasu spędzałem w domu.
Większość dni przesiadywałem w szpitalu przy Basi. Była teraz taka bezbronna.
Czułem się za nią odpowiedzialny, jako starszy brat musiałem się nią
zaopiekować.
Chodziłem codziennie
do szpitala przez kolejny tydzień, czasem zostawałem na noc. Mówiłem do Basi,
opowiadałem jej co się teraz dzieje, jak spędzaliśmy wolny czas. Wierzyłem w
to, że ona to wszystko słyszy.
Pod koniec
tygodnia, w piątek, siedząc przy łóżku, trzymałem Basię za rękę, kiedy nagle
poczułem na niej uścisk. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że ma otwarte oczy.
Zawołałem pielęgniarkę. Lekarze odłączyli ją od wszystkich aparatur. Była jeszcze
słaba, ale to nie ważne. Żyła, miała otwarte oczy i mogła mówić. To była
najwspanialsza chwila od kilku tygodni, czekałem na to tak długo.
- Dzień
dobry – powiedział lekarz do Basi – pamiętasz jak masz na imię?
- Tak, Basia
– odpowiedziała, trochę zachrypniętym głosem
- To dobrze,
a jak się czujesz?
- W miarę,
tylko strasznie sucho mam w gardle
- Za chwilę
dostaniesz coś do picia, a pamiętasz kto to jest – dłonią wskazał na mnie. W
duchu modliłem się żeby mnie pamiętała.
- Tak, to
jest Michał, mój przyjaciel
- Bardzo
dobrze. To mam ostatnie pytanie, pamiętasz dlaczego tu jesteś?
- Hmm..
chyba miałam wypadek
- Tak, dwa
tygodnie temu. Jutro zrobimy wszystkie badania, a na razie odpoczywaj –
powiedział z uśmiechem lekarz i wyszedł kiwając na mnie żebym poszedł z nim.
- A więc,
jak na razie jest dobrze, zobaczymy wyniki badań i w tedy będziemy już wszystkiego
pewnie. Ale proszę się nie martwić, wyjdzie z tego jest silna.
- Wiem
doktorze, dziękuję – powiedziałem i wróciłem do Basi.
**Basia**
Wchodząc do sali
przywitałam Michała szerokim uśmiechem na ustach.
- Jak się masz
słońce ty moje – powiedziałam.
- A no
dobrze, w odróżnieniu od ciebie – powiedział z uśmiechem
- Ja tam się
czuje świetnie.
- No wiesz,
jak się cały czas jedzie na prochach to nic dziwnego.
- Masz
szczęście, że nie mogę wstać.
- Już się
boję, siostra.
- No to
lepiej się bój.
- Nie no,
ale tak na serio to wyglądasz okropnie.
- Też cię
kocham, braciszku. Może jeszcze mi powiesz, że siedziałem przy mnie cały ten
czas.
- A żebyś
wiedziała, ktoś musiał. No, ale było fajnie. Poznałem kilka fajnych
pielęgniarek.
- To ci się
nie nudziło
- No nie,
nie nudziło mi się. Te mała, a wyspałaś się chociaż
- Wiesz nie
bardzo – ziewnęłam teatralnie – chyba zaraz pójdę spać.
- Ok. to ja
sobie pójdę
- Nie, nie,
nie. Nigdzie nie idziesz. – powiedziałam robiąc smutną minkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz