poniedziałek, 27 maja 2013

Miałam wstawić następny rozdział jutro, ale nie będę Was trzymać więcej w napięciu. Dodam więc jeszcze dzisiaj. 

Życzę miłego czytania. Mam nadzieję, że ten również się spodoba. :)



ROZDZIAŁ 2.




Wszystko skończyło się tak jak się zaczęło – szybko. Przeszywający ból znikną, krzyki ucichły, a ciemność zastąpiło białe, miękkie świtał. Było mi tak dobrze, czułam się bezpiecznie. Po tej myśli sceneria się zmieniła. Teraz byłam w pokoju babci. Wszystko było tak jak dawniej: koło drzwi stały dwa fotele, a obok łóżko, pod oknem znajdował się stół. Na prawo stał telewizor na małym, drewnianym stoliku.
Obróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam stojącą na progu babcię. Rozłożyła ramiona, a ja się w nie wtuliłam. Było mi tak dobrze.

**Michał**

Zaraz po telefonie mężczyzny, który powiedział, że Basia miała wypadek od razu pojechałem do szpitala. Siedziałem pod blokiem operacyjnym i czekałem.
Operacja trwała trzy godziny. Przewieźli ją na Oddział Intensywnej Terapii. Była cała zabandażowana, musieli podłączyć ją do respiratora, ponieważ jest bardzo słaba. Wyglądała strasznie.
Lekarz powiedział, że ma połamane cztery żebra, lekki obrzęk mózgu i dość głębokie zadrapania, które trzeba było zszywać. Po wybudzeniu ze śpiączki może nie pamiętać kilku, a nawet kilkunastu ostatnich miesięcy.
Jeszcze kilkanaście dni temu chodziła uśmiechnięta, cieszyła się, że już skończyła gimnazjum i idzie do nowej szkoły, gdzie pozna nowych ludzi i będzie się rozwijała w swojej ulubionej dziedzinie, czyli fotografii. Zawsze to lubiła, ma do tego talent. Robiła piękne zdjęcia, potrafiła ze zwykłej leśnej drogi zrobić coś pięknego. Jej fotografię mają duszę.
Strasznie się o nią martwię, jest dla mnie jak siostra, sama myśl, że coś mogłoby się jej stać była dla mnie straszna.
Minęło już kilka dni od operacji, Basia ciągle była w śpiączce. Na szczęście jej stan powoli się poprawiał. Po wyjściu ze szpitala poszedłem do parku pospacerować i pomyśleć jak to będzie później. Chodząc tak i rozmyślając  zauważyłem Kacpra siedzącego na ławce z jakąś dziewczyną. Wyglądało na to jakby się kłócili. I chyba rzeczywiście tak było, bo dziewczyna zaraz wstała i odeszła energicznym krokiem. Korzystając z okazji  podszedłem do niego i się przywitałem.
- Siema Kacper
- Cześć – wydawał się trochę zmieszany.
- Ładna dziewczyna – powiedziałem – twoja? – zapytałem żartobliwie, ale tak naprawdę chciałem wiedzieć. To była ta sama  dziewczyna którą widziałem przed tygodniem na tej samej ławce z Kacprem. To był dzień wypadku, tak na pewno, to był ten dzień. Basia musiała ich zauważyć. Miała się spotkać z nim po spotkaniu w sprawie pracy. To wszystko, ta cała sytuacja, to przez niego. Jak on mógł zranić moją małą siostrzyczkę.
- Już nie. Waśnie… - urwał w połowie, chyba sobie uświadomił, że jestem najlepszym przyjacielem Basi i właśnie się wygadał, że ją zdradzał.
- Proszę nie mów Basi.
- Nie muszę – powiedziałem, a Kacper spojrzał na mnie pytająco – ona już wie.
- Ale jak to?
- Nie pamiętasz miałeś się z nią spotkać  kilka dni temu.
- No tak, ale nie spotkałem, bo musiała wyjechać w sprawach rodzinnych.
- A nie pomyślałeś, że mogła was zobaczyć? Ten park wcale nie jest taki duży.
- O f**k. Nie pomyślałem. To dlatego odwołała spotkanie i nie dzwoni. Jak ona…Co u niej?
- A jak myślisz idioto. Basia poza tobą świata nie widziała, a ty ją zdradzałeś.
- Myślisz, że mógłbym się z nią spotkać?
- Nie, bo i tak się nie zgodzi. Nawet do niej  nie dzwoń, nie odbierze. Najlepiej by było jakbyś o niej zapomniał – powiedziałem i odszedłem. Mam nadzieje, że się mnie posłucha, nie chcę żeby przez niego pogorszył się stan Basi.

Wróciłem do domu, odświeżyłem się o poszedłem spać. Teraz mało czasu spędzałem w domu. Większość dni przesiadywałem w szpitalu przy Basi. Była teraz taka bezbronna. Czułem się za nią odpowiedzialny, jako starszy brat musiałem się nią zaopiekować.
Chodziłem codziennie do szpitala przez kolejny tydzień, czasem zostawałem na noc. Mówiłem do Basi, opowiadałem jej co się teraz dzieje, jak spędzaliśmy wolny czas. Wierzyłem w to, że ona to wszystko słyszy.
Pod koniec tygodnia, w piątek, siedząc przy łóżku, trzymałem Basię za rękę, kiedy nagle poczułem na niej uścisk. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że ma otwarte oczy. Zawołałem pielęgniarkę. Lekarze odłączyli ją od wszystkich aparatur. Była jeszcze słaba, ale to nie ważne. Żyła, miała otwarte oczy i mogła mówić. To była najwspanialsza chwila od kilku tygodni, czekałem na to tak długo.
- Dzień dobry – powiedział lekarz do Basi – pamiętasz jak masz na imię?
- Tak, Basia – odpowiedziała, trochę zachrypniętym głosem
- To dobrze, a jak się czujesz?
- W miarę, tylko strasznie sucho mam w gardle
- Za chwilę dostaniesz coś do picia, a pamiętasz kto to jest – dłonią wskazał na mnie. W duchu modliłem się żeby mnie pamiętała.
- Tak, to jest Michał, mój przyjaciel
- Bardzo dobrze. To mam ostatnie pytanie, pamiętasz dlaczego tu jesteś?
- Hmm.. chyba miałam wypadek
- Tak, dwa tygodnie temu. Jutro zrobimy wszystkie badania, a na razie odpoczywaj – powiedział z uśmiechem lekarz i wyszedł kiwając na mnie żebym poszedł z nim.
- A więc, jak na razie jest dobrze, zobaczymy wyniki badań i w tedy będziemy już wszystkiego pewnie. Ale proszę się nie martwić, wyjdzie z tego jest silna.
- Wiem doktorze, dziękuję – powiedziałem i wróciłem do Basi.


**Basia**

Wchodząc do sali przywitałam Michała szerokim uśmiechem na ustach.
- Jak się masz słońce ty moje – powiedziałam.
- A no dobrze, w odróżnieniu od ciebie – powiedział z uśmiechem
- Ja tam się czuje świetnie.
- No wiesz, jak się cały czas jedzie na prochach to nic dziwnego.
- Masz szczęście, że nie mogę wstać.
- Już się boję, siostra.
- No to lepiej się bój.
- Nie no, ale tak na serio to wyglądasz okropnie.
- Też cię kocham, braciszku. Może jeszcze mi powiesz, że siedziałem przy mnie cały ten czas.
- A żebyś wiedziała, ktoś musiał. No, ale było fajnie. Poznałem kilka fajnych pielęgniarek.
- To ci się nie nudziło
- No nie, nie nudziło mi się. Te mała, a wyspałaś się chociaż
- Wiesz nie bardzo – ziewnęłam teatralnie – chyba zaraz pójdę spać.
- Ok. to ja sobie pójdę
- Nie, nie, nie. Nigdzie nie idziesz. – powiedziałam robiąc smutną minkę.

Brak komentarzy: